Scenki rodzinne 12 – consuetudo aliena natura…

W środku nocy zadzwonił domofon. Zwlekłam się z łóżka i bez szczególnej nadziei odebrałam. Bez nadziei, bo przez mój domofon zazwyczaj kompletnie nic nie słychać. Tym razem jednak zadziałał i tylko dzięki temu szczęśliwemu przypadkowi wpuściłam do domu własnego brata. Okazało się, że dziecko przyjechało po stojący pod mym domem skuter… ale zapomniało kluczyków. Przyhołubiłam, dałam karimatkę i kołderkę. Rano wyszłam do sklepu, a po powrocie poprosiłam Harrego, żeby nalał nam soku. Harry postawił na blacie dwie szklanki, wziął do ręki karton soku z czarnej porzeczki… odwrócił do góry dnem i odbił.
Niezłe mój młodszy brat ma odruchy…

Udostępnij:

Respond to this post