Scenki Rodzinne 55 – stosunki sąsiedzkie

Mama przysłała mi na gg relację z ostatnich wydarzeń w bloku:

„Nasi sąsiedzi z drugiego piętra imprezowi są. Impreza często przenosi się na balkon, no i często różne rzeczy z tego balkonu spadają do naszego ogródka. Z reguły były to pety i puszki po piwie, ale odkąd podarowałam im petowniczkę w kształcie kibelka i wyraziłam żal, że nie mam nic na puszki, asortyment się zmienił.
Dziś rano wychodzę do ogródka, a tam leżą dwie skarpetki (używane, żeby nie powiedzieć zużyte) i jeden klapek męski. Po kilku godzinach zaś w krzakach pojawiło się jajko wyglądające na kurze. Myślę: „jakiemuś ptaszkowi z gniazda może wypadło” (duży by to musiał być ptaszek). Ale podnoszę, a ono jest plastikowe i puste w środku. Zabrałam do domu i mówię Najmłodszej, że trzeba spytać, czy który z chłopaków z góry jaja nie zgubił. A ona z powątpiewaniem: „WYDMUSZKĘ?!”

To nie koniec. Moja Mama, osoba komunikatywna i żywiąca sympatię do ludzi, zapragnęła oddać zgubione rzeczy właścicielom. Na drzwiach mieszkania sąsiadów powiesiła reklamówkę z klapkiem i skarpetkami oraz karteczką następującej treści:

„Zwracam stracone mienie ;) Znaleziono również jajo. Nie ma pewności co do osoby właściciela. Jeżeli to któryś z Panów je zgubił, zapraszam pod 93.”

Udostępnij:

Scenki Rodzinne 54 – na oko

Mama przyjechała do mnie zrobić pranie i woła z łazienki:

- A tego proszku to ile się u ciebie sypie?
- A nie możesz sobie nasypać na oko? – odpowiadam niechętnie, bo nie chce mi się do niej iść, a sama sypię tyle, ile mi się akurat wydaje.
- Mogę – odpowiada Duża zgodnie. – A mogę nasypać do pralki?

Udostępnij:

Scenki Rodzine 53 – wilkołak

Wlazłam do lasu w spódnicy i podrapałam sobie łydki.

Ja: – Wyglądam, jakby mnie wilkołak chciał za nogę złapać.
Brat: – Za łydkę? To nie żaden wielkołak, tylko małołak raczej!

Udostępnij: