Scenki Rodzinne 60 – przyzwyczajenie drugą naturą

Ja, do Mamy i Siostry: – Słuchajcie, odkąd mi urósł biust, kompletnie sobie z nim nie radzę. Ciągle potrącam, zahaczam, śpię jakoś niewygodnie… Nie wiem, jak wy sobie z tym radzicie…

Mama, bardzo rozbawiona: – Dziecko! To ty jesteś po prostu nieprzyzwyczajona!

Udostępnij:

Scenki Rodzinne 59 – jakże on się nazywał…

Tomek opowiada o psie, którego ktoś zostawił pod sklepem.

Ja: – No może faktycznie ktoś zapomniał…
Siostra: – O psie zapomnieć? To już trzeba mieć tego Niemca, co za tobą chodzi!

Udostępnij:

Scenki Rodzinne 58 – wierny wyznawca

Połowinki, czyli impreza z okazji połowy ciąży Siostry. Harry z Patysiem na barana i Kain z Amelką tamże udają, że się biją. W pewnym momencie szarżuje na nich Najmłodsza uzbrojona w różowego, pluszowego jednorożca.

Harry: – Czy to jest Latający Różowy Jednorożec?!
Najmłodsza: – Tak.
Ja: – Ale widzialny…
Harry, padając na kolana, nadal z dzieckiem na karku, i bijąc głębokie pokłony:
- Ja go nie widzę! Nie widzę go!

Udostępnij:

Scenki Rodzinne 57 – rodzina patologiczna

Z wizytą u siostry.
Ja: – Ładne rzeczy – matka dzieciom, w ciąży, a w łazience dziewięć butelek po winie!
Siostra: – Tyko dziewięć? A policzyłaś te pod umywalką?

Udostępnij:

Scenki Rodzinne 56 – nikt cię tak nie zrozumie, jak mama

Ja: – No i zakochałam się w geju.
Mama: – A bo w nich w ogóle niezwykle łatwo się zakochać.

Ja: – Zamierzałam wstać o dziesiątej, ale akurat śnił mi się M. W.
Mama: – No tak, rozumiem…

Udostępnij:

Scenki Rodzinne 55 – stosunki sąsiedzkie

Mama przysłała mi na gg relację z ostatnich wydarzeń w bloku:

„Nasi sąsiedzi z drugiego piętra imprezowi są. Impreza często przenosi się na balkon, no i często różne rzeczy z tego balkonu spadają do naszego ogródka. Z reguły były to pety i puszki po piwie, ale odkąd podarowałam im petowniczkę w kształcie kibelka i wyraziłam żal, że nie mam nic na puszki, asortyment się zmienił.
Dziś rano wychodzę do ogródka, a tam leżą dwie skarpetki (używane, żeby nie powiedzieć zużyte) i jeden klapek męski. Po kilku godzinach zaś w krzakach pojawiło się jajko wyglądające na kurze. Myślę: „jakiemuś ptaszkowi z gniazda może wypadło” (duży by to musiał być ptaszek). Ale podnoszę, a ono jest plastikowe i puste w środku. Zabrałam do domu i mówię Najmłodszej, że trzeba spytać, czy który z chłopaków z góry jaja nie zgubił. A ona z powątpiewaniem: „WYDMUSZKĘ?!”

To nie koniec. Moja Mama, osoba komunikatywna i żywiąca sympatię do ludzi, zapragnęła oddać zgubione rzeczy właścicielom. Na drzwiach mieszkania sąsiadów powiesiła reklamówkę z klapkiem i skarpetkami oraz karteczką następującej treści:

„Zwracam stracone mienie ;) Znaleziono również jajo. Nie ma pewności co do osoby właściciela. Jeżeli to któryś z Panów je zgubił, zapraszam pod 93.”

Udostępnij:

Scenki Rodzinne 54 – na oko

Mama przyjechała do mnie zrobić pranie i woła z łazienki:

- A tego proszku to ile się u ciebie sypie?
- A nie możesz sobie nasypać na oko? – odpowiadam niechętnie, bo nie chce mi się do niej iść, a sama sypię tyle, ile mi się akurat wydaje.
- Mogę – odpowiada Duża zgodnie. – A mogę nasypać do pralki?

Udostępnij:

Scenki Rodzine 53 – wilkołak

Wlazłam do lasu w spódnicy i podrapałam sobie łydki.

Ja: – Wyglądam, jakby mnie wilkołak chciał za nogę złapać.
Brat: – Za łydkę? To nie żaden wielkołak, tylko małołak raczej!

Udostępnij:

Scenki Rodzinne 52 – sposób na higienę

Urodziny Siostry. Mama opowiada, jak zajmowała się dziećmi Bagherry i po obiedzie nakazała całej czwórce umyć buzie. Po chwili zajrzała do kuchni i ujrzała dzieci stojące w kolejce do psa. Pierwsze dziecko klękało na kolanka, wsadzało łepek do kołnierza (pies po operacji), pozwalało sobie dokładnie wylizać buzię, po czym ustępowało miejsca następnemu.

Po tych ablucjach dzieci wróciły do pokoju. „- A teraz do łazienki!” oznajmiła mama, na co Wojtuś z wielkim zdumieniem zapytał: „- Dlaczego?!”

- Ciekawe, jak sobie radzą w przedszkolu, skoro tam nie ma psa… – skwitowała Siostra.

Udostępnij:

Scenki Rodzinne 51 – współczujące dziecko

Amelka od pewnego czasu bardzo pragnie mieć braciszka. Albo siostrzyczkę, w każdym razie – dzidziusia. Męczy rodziców: „Kiedy wreszcie będziecie mieli to dziecko?!”, a mamie zarzuca: „Wcale nie masz dużego brzucha!”

Podczas ostatniej naszej wizyty stanęła między mną, a Kainem i z ogromnym, szczerym współczuciem brzmiącym w głosiku spytała:

- A wy nie mieliście jeszcze żadnego dziecka?…

Udostępnij: